niedziela, 31 lipca 2016

Jubileusz: Hel


W ramach relaksu wybrałam się na Hel i najpierw posiliłam się smażoną flądrą. Gdybym pisała poradnik dla turystów lubiących jeść takie frykasy palcami, to radziłabym mieć w niezbędniku nawilżany papier toaletowy. Ktoś spyta, a nie wystarczą chusteczki nawilżane ? Odpowiadam: wydaje mi się, że nie wszystkie chusteczki są biodegradowalne, bowiem niektórzy producenci nie podają z czego są same chusteczki, tylko czym są nawilżane. A papier to papier, jest kompostowalny.
Ruszam dalej wzdłuż nabrzeża, i przechodzę obok Fokarium Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. Na całej długości ogrodzenia tej placówki, znajdują się zdjęcia oraz informacje edukacyjne na temat śmieci, które trafiają na plaże i do Bałtyku, stając się zagrożeniem dla zwierząt.

Nie zaśmiecaj Bałtyku
"Tylko 15% morskich śmieci znajduje się na brzegu. Pozostałe 15% pływa w wodzie, a aż 70% leży na dnie. Wszystkie stanowią zagrożenie dla życia organizmów morskich, a zagubione sieci nylonowe są niebezpieczne dla ssaków morskich, rybaków, nurków oraz plażowiczów.
Jeśli nie przestaniemy traktować morza jak wielkiego śmietniska, za jakiś czas możemy już nie mieć możliwości wypoczynku na plaży, czy jedzenia smacznych ryb."
(Cytat z projektu: "Odkurzacze z morza")

Podobnie jak inni turyści, człapię sobie po falochronie od strony wód Zatoki Gdańskiej. 

Port Morski w Helu

Spacerując nadmorskim deptakiem, zaciekawiła mnie wielka ryba. Po podejściu bliżej, okazało się, że wykonano ją z plastikowych butelek na Dzień Ryby w Helu.

"Plastik, który znajdzie się w wodzie, stanowi poważne zagrożenie. Rozcierany falami o plażowy piasek, kamienie i skały, zamienia się w pył połykany przez wszystkie stworzenia morskie, w tym ryby. W takiej formie trafia potem na nasze stoły." (Odkurzacze z morza)

Powrót do hotelu, oczywiście z przebojami. W Gdyni kupiłam bilet na SKM i wsiadając do kolejki rozglądam się za kasownikiem, ale nie ma ! Od pasażerów dowiaduję się, że bilet odbija się w przejściu na perony. Jedna z pasażerek podpowiada, uwaga: że na niektórych stacjach kasowniki są na peronie, i jak pociąg staje, to drzwi wagonu są nieraz akurat na wprost kasowników. Doradza dalej, żeby szybko wysiąść, odbić bilet i wsiąść z powrotem. Jechałam w stresie (mandat), ale przyznaję się, choć na jednej czy dwóch stacjach były te kasowniki niedaleko otwartych drzwi kolejki, nie odważyłam się tego zrobić i Państwu również nie radzę, bo jest to na pograniczu kaskaderstwa. Lecz nie tylko ja byłam niezorientowanym w trójmiejskiej komunikacji turystą, bo na jednej z kolejnych stacji wsiedli Państwo jadący do Gdańska i zrobiło się wesoło, bo też rozglądali się za kasownikiem.
Informacja dla turystów: już w Poznaniu zadzwoniłam do firmy PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście Sp. z o.o., pytając czy może planują zamontować kasowniki w wagonach. Pracujący tam Pan odpowiedział, że nic mu o tym nie wiadomo, że kasowniki są dobrze oznakowane i tak jest od kilku lat. 

sobota, 30 lipca 2016

Jubileusz: Gdańsk (jarmark, muzeum, miasto)


Z okazji jubileuszu 10-lecia rozpoczęcia mojego przedsięwzięcia, pieszej wyprawy szlakiem bursztynowym postanowiłam pojechać do Gdańska, miasta szczycącego się mianem Światowej Stolicy Bursztynu. Rezerwując hotel chciałam by był możliwie blisko SKM i tramwaju, żeby mieć dobrą bazę do podróżowania po okolicy. Po przyjeździe i małej bieganinie z szukaniem ulicy, dotarłam do hotelowej recepcji, gdzie zostawiłam plecak, i ruszyłam w miasto.

Jako że trwa Jarmark św. Dominika, poszukiwałam dzisiaj gdańskich kogutów. Próbowałam upolować pierwszego, lecz aparat nie zadziałał a mój tablet ma kamerkę z przodu, więc musiałam naprędce zakupić nowy.

Kogut industrialny

Między tłumami gości oraz gdańszczan i wśród licznych kupieckich straganów, kieruję się do Muzeum Archeologicznego, mieszczącego się w reprezentacyjnej kamienicy znanej jako Dom Przyrodników.

Muzeum znajduje się obok Bramy Mariackiej z herbem miasta Gdańska, trzymanym przez lwy.

Wystawy (stałe) opowiadają o najdawniejszych dziejach Pomorza Gdańskiego.

Przodkowie pomorskich Słowian. Malowidło jest wizją artystyczną całych pradziejów i ilustruje ekspozycję na I piętrze muzeum, w ramach wystawy "Pradzieje Pomorza Gdańskiego".

»Wzmianki o bursztynie z źródłach starożytnych«
„Zdaniem Pyteasza (IV w. przed Chr.) … jest wyspa Abalos (u zachodnich wybrzeży Jutlandii), na nią właśnie fale przynoszą wiosną bursztyn, wytwór zamarzniętego morza. Tubylcy używają go jako opału zamiast drewna lub sprzedają go Teutonom.”
Pliniusz (23-79 r. po nar. Chr.), Historia naturalna, Ks. XXXVII, 35.

„Z całą pewnością bursztyn powstaje na wyspach Oceanu Północnego … z wypływającego miąższu drzew z gatunku sosny… Dowodem na to, że pochodzi on z gatunku sosny, jest sosnowy zapach przy potarciu oraz to, że zapalony płonie, jak sosnowa pochodnia i tak też pachnie. … Przewożą go Germanie przede wszystkim do prowincji Pannonii, a stąd Wenetowie, zwani przez Greków Enetami, jako pierwsi przyczynili się do jego rozpowszechnienia bo i są najbliższymi sąsiadami Pannonii i mieszkają wokoło Adriatyku”.
Pliniusz, Ks. XXXVII, 42- 43.

W kontaktach wymiennych, między północnym Adriatykiem i południowym Bałtykiem, główne strefy wymiany pozostawały w rękach Celtów. W miarę postępującej ekspansji rzymskiej i po założeniu w 183 r. przed Chr., kolonii rzymskiej w Aquilei, Celtowie odgrywali coraz mniejszą rolę. W Aquilei powstał rzymski port w pobliżu ujścia rzeki Natisone do Adriatyku. Usytuowany na skrzyżowaniu dróg wiodących z Italii do ziem północnych i wschodnich, stanowił bazę rzymskiej ekspansji politycznej i gospodarczej. Powstało tam miasto i ważny ośrodek rzemieślniczo-handlowy, do którego dostarczano ogromne ilości surowca bursztynowego, co sprzyjało rozwojowi manufaktur bursztynniczych. Aquileia była punktem wyjściowym dwóch szlaków bursztynowych. Jeden, starszy, wiódł przez Virunum w prowincji Noricum, do Lentii (przeprawy na Dunaju) i dalej w kierunku Bałtyku. W I w. pojawił się drugi szlak wiodący z Aquilei, przez Emonę (dziś. Ljubljana), Celeię, Poetovio, Savarię (Szombathely), Scarbantię (Sopron) prowadzący do Carnuntum i Vindobony, a dalej na północ, na bursztynowe wybrzeża.

Jedna z kilku map prezentowanych w gdańskim muzeum, przedstawia drogi i szlaki handlu rzymskiego ku ziemiom słowiańskim.

W drugiej połowie I w. przed Chr. ekspansja rzymska została uwieńczona zajęciem obszarów nad Renem i Dunajem, co przybliżyło Rzymowi bursztynodajne tereny. Siłą rzeczy, w końcu I w. przed Chr., załamała się dominacja Celtów na „szlakach bursztynowych”.
Starożytni mieszkańcy Italii znali bursztyn od dawna i wiedzę o nim przekazywali z pokolenia na pokolenie. Sprowadzany z krańców świata starożytnego ten niezwykły dar natury, miał ogromną wartość, był bardzo drogi. Wyroby z tego surowca stały się ulubionym symbolem luksusu i świadczyły o pozycji społecznej i majątkowej właściciela. Najdobitniej o wartości bursztynu pisze Pliniusz: „Wśród przedmiotów zbytku osiąga taką wartość, że figurka ludzka z bursztynu, dowolnie mała, kosztuje znacznie więcej niż w pełni sił mężczyźni (niewolnicy) …
Podoba nam się jedynie dlatego, że zaspakaja nasze pragnienie posiadania przedmiotów zbytku.”

Ozdoby z okresu wpływów rzymskich (I - III w. n. e.). Paciorki szklane to importy, a bursztynowe były wytworami miejscowymi. Podobnie wisior z bursztynem to produkt lokalny (fragment planszy na sali wystawowej na II piętrze, poświęconej m.in. okresowi wpływów rzymskich).

(tekst: Muzeum Archeologiczne w Gdańsku)

Kilka migawek z Długiego i Rybackiego Pobrzeża:




I jeszcze jedno kogucisko, stojące przy punkcie informacyjnym jarmarku.

Kogut hanzeatycki

Ale to nie koniec gdańskich ciekawostek. Wracam do hotelowej recepcji i po załatwieniu formalności, idę do innego budynku w którym mam zarezerwowany pokój, a po drodze już rozplanowuję co będę robić. Wchodzę do pokoju, i może dlatego że ociągałam się z wyborem mojej gdańskiej bazy, z niewielu możliwych cenowo ofert wybrałam taki …


Proszę sobie wyobrazić moją minę, choć na stronie rezerwacyjnej są zdjęcia z drabiną (może do szafy ?). Pisząc ten tekst jeszcze raz je przeglądam i dziwię się sobie, że nie zwróciłam uwagi na to, że łazienka i sypialnia są na oddzielnych piętrach, gdzie wchodzi się po drabinie :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Śladami kupców rzymskich z Wiednia do Klosterneuburg

W ramach XXII Dni Kultury Polskiej w Austrii, zaproponowałam spacer odcinkiem drogi limesowej (Limesstraße) nad Dunajem, który odbył się w dniu się 8 września. Wcześniej, w ramach treningu, od 3 do 7 września, wędrowałam po historycznych miejscowościach rozlokowanych nad Dunajem, które tworzyły system umocnień lub stanowiły centra komunikacyjne na północnej granicy Cesarstwa Rzymskiego z Barbaricum. W pobliżu tych miejsc postojowych (punkty etapowe), kupcy zmierzający z bursztynem do Aquileia, przeprawiali się przez rzekę.
Granica (łac. limes) wzdłuż Dunaju w Austrii, była innego rodzaju niż pozostałe granice Cesarstwa, gdyż sama rzeka stanowiła naturalną przeszkodę. W ciągu kilku wieków ruchu granicznego, północną granicę imperium rzymskiego monitorowały jednostki wojskowe i odziały pomocnicze, stacjonujące w 3 obozach legionowych, 16 fortach i wieżach strażniczych. Prowadziły stąd połączenia komunikacyjne do ośrodków administracyjnych, takich jak np. miasta Aelium Cetium / Sankt Pölten i Ovilava / Wels.

Mapka przedstawiająca przebieg limesu dunajskiego (dzisiejsza Austria).

Rano z Michaelerplatz, miejsca, gdzie w dawnej Vindobonie, krzyżowały się główne drogi komunikacyjne, ruszyłam śladami rzymskich kupców w kierunku Klosterneuburg. W czasach gdy przez Europę transportowano bursztyn, znajdował się tam fort Arrianis, wchodzący w skład systemu obronnego naddunajskiej granicy (Donaulimes), prowincji Pannonia oraz Noricum.




Ażurowe wieże Votivkirche,
przy Währinger Straße.














Jak wiadomo, na Kahlenberg trzeba się "wdrapać", i spacer jest trochę męczący, więc z przyjemnością można trochę odsapnąć, robiąc zdjęcia takiej roślinności.

W oddali Wiedeń, a na pierwszym planie, prawie już dojrzałe winorośle.




Piękna informacja z mapką,
o szlaku winnym miejscowości rejonu Kahlenberg.













Klosterneuburg, widok ze wzgórza Kahlenberg - Łysej Góry.





Uff, wreszcie z górki
i grusza z dorodnymi owocami na Sachsengasse.












Klosterneuburg, jako zespół architektoniczny z kolekcją dzieł sztuki, to atrakcja turystyczna.

 A mnie zauroczył ten obrazek w uliczce Hundskehle.

Wracając z eskapady, podjechałam tramwajem przystanek dalej, by uchwycić na fotce takie dziwo, które "wylądowało" na jednym z hoteli w Wiedniu.
 
Choć tym razem nie było handlu wymiennego za bursztyn, to można powiedzieć, że wyprawa była owocna. Wróciłam z "łupem", w postaci winogron, zakupionych oczywiście, na Kahlenbergu, na festynie z okazji 330 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej.

  

piątek, 27 grudnia 2013

Muzeum Miejskie Leonding, w wieży

W prowincji Noricum na granicy Cesarstwa Rzymskiego Dunaj stanowił naturalną przeszkodę, którą dodatkowo zabezpieczały wieże strażnicze, forty a od końca II wieku również obóz legionowy w Lauriacum/Enns. Najbliższa większa jednostka stacjonowała w forcie Lentia/Linz. Pomiędzy łańcuchem strażnic i obozami wojskowymi można było komunikować się używając sygnałów ogniowych. W skrócie ujmując, ten sposób sygnalizowania polegał na tym, że stosowano trzy sygnały nadawane za pomocą ognia a daną literę oznaczała ilość uniesienia pochodni. "Opis takiej techniki znajdujemy u Sekstusa Juliusza Afrykańskiego, w jego dziele encyklopedycznym Kestoi („Hafty”) z ok. 230 roku. Jest to jedyny autor opisujący technikę nadawania sygnałów ogniowych. Ponieważ posługiwał się językiem greckim, wspomniany sposób sygnalizowania opisał na przykładzie alfabetu greckiego. Podał, że najpierw Rzymianie decydowali się na odpowiednie miejsce, z którego nadawali sygnał. Następnie mieli do wyboru trzy sygnały ogniowe: z lewej strony nadawali sygnały oznaczające litery od alpha do theta, centralnie od iota do pi, rho do omega zaś ze strony prawej. Sygnalizowanie litery alpha odbywało się przez jednorazowe uniesienie pochodni, litery beta dwukrotnie, litery gamma trzykrotnie etc. Odbiorcy sygnału mogli go w ten sposób łatwo zdekodować i przekazać następnemu posterunkowi." Cytat: Peter Kos (Ljubljana), Claustra Alpium Iuliarum - system obronny rzymskiej Italii w okresie późnego antyku (publikacja wydana przez UAM w Poznaniu)



Tak mogła wyglądać strażnica w pobliżu Hirschleitenbach między Linz a Wilhering.
Usytuowanie wieży strażniczej na Kürnbergu w lokalizacji blisko Dunaju, wskazuje na duże znaczenie tego obszaru w czasach rzymskich.
Pierwsza wieża została zbudowana około drugiej połowy II wieku i u podstawy (fundament) miała 6 na 6 metrów. Na podstawie cegły z odciśniętym stemplem wiadomo, że pod koniec IV wieku większa wieża o obrysie prawie 10 x 10 m zastąpiła starszą. 









Podstawą sprawnie działającej administracji państwa rzymskiego była doskonała sieć komunikacyjna (drogi lądowe i wodne). Większe ruchy wojsk były łatwiejsze w zarządzaniu a szybki przepływ informacji był gwarantowany przez dopracowany system pocztowy (cursus publicus), co oczywiste przynosiło korzyści również gospodarce. Szczególne znaczenie przywiązywano do wód żeglownych. Dunaj odegrał kluczową rolę jako długi korytarz wschód-zachód, ale również mogły być wykorzystywane większe rzeki zasilające (przynajmniej sezonowo). Ponadto, dzisiejsza Górna Austria rozwijała się już w czasach rzymskich dzięki trzem głównym drogom. Jedno połączenie wschód-zachód z Carnuntum prowadziło przez Lauriacum/Enns i Ovilavis/Wels do Iuvavum/Salzburg. W Ovilavis spotykało się z tak zwaną via Norica norycką drogą główną, która łączyła północ z południem prowincji Noricum i przebiegała przez Przełęcz Pyrneńską. Na początku III wieku zmodernizowano drogę nadbrzeżną nad Dunajem do Boiodurum/Passau, co wskazuje na militarne znaczenie tego połączenia.

Rekonstrukcja wozu podróżnego z czasów rzymskich. Po ulicach większość ludzi zapewne przemieszczała się pieszo, na wierzchowcach bądź podobnymi jak na zdjęciu pojazdami, chociaż te zarezerwowane były dla zamożniejszych.

Siedziba muzeum miejskiego w Leonding znajduje się w jednej z "wież maksymiliańskich", tworzących dawne fortyfikacje wokół miasta Linz.

niedziela, 15 września 2013

Enns

Dzięki dogodnemu położeniu nad Dunajem i ujściem rzeki Enns, w miejscu gdzie przecinały się ważne szlaki komunikacyjne, już na początku I stulecia powstaje niewielka osada Lauriacum*. Mieści siedzibę handlarza i przypuszczalnie mały posterunek wojskowy. A pod koniec II wieku, po konfliktach zbrojnych z Markomanami, legion legio II Italica zostaje przeniesiony z pobliskiego Albing na zachodni brzeg rzeki Enns i nieco na północ od tej cywilnej osady, od której bierze swoją nazwę, w sile 6 tysięcy żołnierzy piechoty wznosi nowy obóz. Lauriacum staje się najważniejszą rzymską bazą wojskową między Castra Regina (Ratyzbona) i Vindobona (Wiedeń). Wyposażone w rozbudowaną infrastrukturę wojskową i cywilną, Lauriacum jest siedzibą dowódcy legionu oraz tymczasową siedzibą namiestnika prowincji Noricum stanowiąc ważny ośrodek administracyjny.
*Lauriacum - nazwa wskazuje na celtyckie oppidum (ufortyfikowana osada), które znajdowało się w obszarze Enns, w pobliżu głównych przepraw przez Dunaj i szlaku handlowego, po którym podróżował bursztyn. Był to teren królestwa noryckiego, które łączył z Rzymem układ o wzajemnej przyjaźni, przez co zostało ono anektowane przez Cesarstwo Rzymskie bez walki.

Albing, zarys zabudowań pierwszego obozu legionistów widoczny w Mapach Google.

Mury domu rzymskiego (II - III wiek) przy bazylice św. Wawrzyńca. Pod bazyliką zachowały się pozostałości obiektów architektonicznych z czasów rzymskich. Miejska ścieżka edukacyjna wiedzie przez historyczne obszary Enns. Poczynając od miasta cywilnego, poprzez teren na którym znajdował się obóz legionowy, gdzie widoczny jest obrys jego umocnień i miasto średniowieczne.

Być może, podobne okazy jak ten przy współczesnej ulicy Enns, miasta "Cittàslow", rosły w starożytnym Lauriacum.
Na dużym osiedlu cywilnym (łac. canabae legionis), które rozciągało się na północ od obozu legionowego, w ogrzewanych budynkach o konstrukcji szachulcowej (luźna zabudowa) mieszkali rzemieślnicy i kupcy. Wzdłuż ulic stały stragany i mieszkania, a z tyłu znajdowały się zadaszone warsztaty. O luksusie świadczy znalezisko naczyń ze srebra.
Równocześnie z budową obozu, na zachód od niego powstała duża planowana osada cywilna. Układ budynków z dziedzińcami i arkadami na prostokątnej sieci ulic pozwalał mówić o "mieście cywilnym". Zamożni obywatele zajmowali przestronne i wygodne mieszkania (insulae), które posiadały ogrzewanie i były dekorowane freskami. Natomiast dzielnica rzemieślników licząca ponad 100 warsztatów z piecami do wypalania znajdowała się poza murem, co miało zapobiegać niebezpieczeństwu pożaru. W pracowniach garncarskich wytwarzano naczynia ceramiczne, w kuźniach przetapiano metale, odlewano i poddawano obróbce.
Wyrosłe obok obozu legionowego miasto Lauriacum, któremu w 212 roku zostały nadane rzymskie prawa miejskie, rozwija się w duży ośrodek handlowy na noryckiej naddunajskiej granicy. W Lauriacum, osiadła między innymi firma handlowa z Aquileia, która eksportowała sól, żelazo i metale szlachetne z Noricum.

Museum Lauriacum - Museum der Stadt Enns

Muzeum mieści się w starym ratuszu z barokową fasadą przy głównym placu w Enns. Począwszy od znalezisk z terenu obozu legionowego, znajdują się tutaj jedne z najobszerniejszych zbiorów archeologicznych z okresu rzymskiego w Austrii.

Kopia strony z Notitia Dignitatum, w drugim rzędzie, pierwsza od lewej strony: tarcza lekkiej piechoty Lanciarii w Lauriacenses.
Żołnierzom legionu powierzano obowiązki straży granicznej a ich podoficerowie sprawowali różne funkcje w urzędach administracji prowincji. Legioniści wykonywali prace budowlane jak budowa i rozbudowa obiektów wojskowych i innych obiektach użyteczności publicznej. Budowali drogi, pracowali w kamieniołomach, zajmowali się transportem i produkcją materiałów budowlanych np. cegieł. Wojsku podlegały cegielnie, z których wyroby oznaczano odciśnięciem stempla odpowiedniej jednostki. Stemple na cegłach są zatem ważnymi źródłami i mają istotne znaczenie dla historii wojskowości w prowincjach rzymskich. Cegły ze stemplem II legionu włoskiego stacjonującego w Lauriacum znaleziono również w Pöchlarn, gdzie usytuowany był jeden z obozów wojsk pomocniczych Arelape.
W niebezpiecznych czasach późnej starożytności, ludność cywilna przeniosła się do ufortyfikowanego obozu legionowego, podobnie jak to się działo w innych rzymskich fortach rozlokowanych wzdłuż limesu dunajskiego.

Naczynia terra sigillata z II i III wieku.
Wyroby te obok prostych, gładkich, niezdobionych naczyń Terra Sigillata, były dekorowane w najróżniejszy sposób. Wczesne naczynia były zdobione w drobne wzory lub techniką barbotino, inne za pomocą kółka zębatego lub wzorem szewronowym (jodełka, zygzak). Młodsze duże misy z motywami reliefowymi wykonywano w matrycach. Warsztaty garncarskie i garncarze oznaczali swoje wyroby stemplami firmowymi i imiennymi wytwórcy, również swoim "podpisem" oznaczano matryce.
W III wieku po zaprzestaniu produkcji ceramiki w sąsiedniej Recji, skończył się import terra sigillata do Lauriacum. Jeszcze tylko niewielkie ilości napływały z Afryki Północnej przez Alpy, a nieliczne naczynia docierały również do Lauriacum.

Model ogrzewania podłogowo-ściennego Hypocaustum, kryty dachówką.
Podłoga oparta była na słupkach (filarach) z cegły lub kamienia, połączonych łukami z cegły klinowej lub dużych płytek ceglanych. Gorące powietrze wychodziło z pomieszczenia gdzie znajdowało się palenisko i przechodziło między słupkami pod podłogą. Następnie prowadzone było w ścianach poprzez kanały w pustakach lub osobne gliniane rury. Ogrzewając ścianę, przez ujścia kanałów na dachu wychodziło na zewnątrz budynku.
Większość dachów w Lauriacum w średnim i późnym okresie imperium było pokrytych dachówką. Stosowano dwa rodzaje dachówek ceglanych: płaska z lekko podwyższonymi brzegami (Tegula) i półokrągła czapka (Imbrex). Ponadto stosowano również pokrycia dachowe ze słomy i trzciny oraz wykonane z gontu, czego potwierdzeniem jest narzędzie do rozłupywania drewna. Rzemieślnika pokrywającego dachy gontami nazywano Scandularius.

Ozdoby dachowe (elementy dekoracyjne) z III wieku:

 
nasada kominowa,

gąsior dachowy z maską (dachówka).

czwartek, 12 września 2013

Pöchlarn


Zamek przy trasie, który dosłownie i w przenośni odzwierciedla przedrostek w nazwie miejscowości Klein-Pöchlarn, gdzie nocowałam w prywatnym pensjonacie i z której rankiem wyruszyłam do Pöchlarn. Jest gorąco, więc po przeprawieniu się przez most na Dunaju wypatruję wododajni, czyli jakiegoś sklepu, chociaż wiem, że w Austrii można bezpiecznie pić wodę z kranu. Wreszcie docieram do muzeum, ale najpierw zwiedzam miejski ratusz, bowiem tutaj znajdują się klucze i pracuje osoba, która sprawuje pieczę nad muzeum.

Wystawa w Stadtmuseum Arelape-Bechelaren-Pöchlarn

Na początku I wieku austriacki odcinek Dunaju był północną granicą Imperium Rzymskiego. W celu zabezpieczenia granic cesarstwa, w strategicznie ważnych punktach powstały fortyfikacje dla legionów i oddziałów pomocniczych. W tym samym stuleciu Rzymianie zbudowali obóz określany mianem Arelape. Pierwsze baraki żołnierzy, zorientowane na osi wschód-zachód postawiono z drewna, chronił je wał obronny, prawdopodobnie o konstrukcji drewniano-ziemnej. Pod koniec I i na początku II wieku w miejscu poprzednich, wzniesiono dla załogi nowe drewniane baraki. Koszary ufortyfikowano, za ochronę służył mur z kamienia wzmocniony od wewnątrz kwadratową wieżą. W ciągu II wieku baraki ponownie rozebrano i zastąpiono budynkami na fundamentach kamiennych. Zmieniono jednakże ich usytuowanie i konstrukcję drewnianych ścian. Na przełomie III i IV wieku, budynki w których kwaterowano żołnierzy zostały gruntownie przebudowane. Równolegle do muru obronnego obozu zbudowano drugi i jeszcze bardziej wzmocniono obwarowania poprzez postawienie wież na planie podkowy i wachlarza (narożne). Ponadto dwa starsze rowy otaczające obóz zastąpiono znacznie większym i głębszym. Pierwotnie zbudowany w konstrukcji drewniano-ziemnej, później wielokrotnie przebudowywany murowany fort zabezpieczał północną granicę imperium od I do V wieku.

Rekonstrukcja 3D murów rzymskiego fortu Arelape. Fort miał około 155 x 155 m, co odpowiada powierzchni 2,4 ha.

Model okrętu (liburna), szybka, zwrotna galera rzymskiej floty wojennej z żaglem i taranem na dziobie. W późnej starożytności Pöchlarn był siedzibą dowódcy dunajskiej flotylli. 

Osada cywilna rozciągała się na południe i wschód od rzymskiego obozu. Zasięg ten jak dotąd został opracowany wyłącznie na podstawie pojedynczych i przypadkowych znalezisk archeologicznych. W dawnym parku zamkowym odkryto łaźnię jak i również budynki mieszkalne.

Fort Arelape o którym podają starożytne źródła, był jednym z obozów wojsk pomocniczych na limesie dunajskim w prowincji Noricum. Stacjonował tutaj oddział cohors I Flavia Brittonum, który około 130 roku był przeniesiony z Dalmacji do Arelape. Do późnej starożytności fort zajmowany był przez formację kawalerzystów equites Dalmatae jak i bazę flotylli.








Wyróżniająca się budowla postawiona
w XV wieku, która niegdyś tworzyła północno-zachodni róg średniowiecznych fortyfikacji miejskich Pöchlarn, a obecnie mieści muzeum Arelape.
  
Jak widać na załączonym "obrazku", w kwestii transportu rzecznego niewiele się zmieniło od czasów rzymskich.








Może nie zabytkowy, ale za to praktyczny jajcomat, stoi w pobliżu Urzędu Miejskiego w Pöchlarn.














Następnym punktem w planowanej eskapadzie miała być miejscowość Albing, gdzie znajdował się kolejny obóz legionowy. Jednak po sprawdzeniu połączeń komunikacyjnych oraz podjechaniu bliżej okazało się, że od szosy trzeba iść parę kilometrów przez pola uprawne. Nie było też w pobliżu hotelu, ani innej rady jak powrót do miejsca przesiadkowego czyli miasta Sankt Valentin i "upolowanie" noclegu.